Kobitka na szlaku i jej fobie



W lesie się wychowałam i mieszkam. Mam polany, łąki, lasy mniejsze i większe. Mam też trochę błota... szumnie nazywamy je bagnami. Po prostu tam jest miękko i mokro hahhaa. Ja lubię ląd. Wiecie, taki stabilny, może być błotny. A tutaj nagle przyszło mi w zimie łazić po rozlewiskach. Tak to jest jak łazi się po lasach w poszukiwaniu atrakcji hahaha Dla mnie to wyzwanie. Panicznie boję się wody. Do zamarzniętej wody też nie mam przekonania. Kroczek, po kroczku. Oddech za oddechem. Atakiem paniki za atakiem paniki lazłam przed siebie. I powiem Wam że dotarłam do brzegu. Nie wiem jak tego dokonałam ale doczłapałam się.


Walka ze swoimi słabościami, panikami to dobra rzecz. Spojrzałam za siebie i poczułam się lekka, że pokonałam taki kawałek drogi.



Ale może coś więcej o mojej fobii. Otóż dawno, dawno temu mój wujek chciał nauczyć mnie pływać. Na stawach. Wrzucił do wody i krzyknął: pływaj ! No tyle, że ja nie wypłynęłam. Wyciągnęli mnie z wody, wymiotowałam wodę, muł i inne fuj. Złapałam oddech i w przypływie adrenaliny, mokra wsiadłam na swój rowerek i wróciłam do domu. I tyle. Może mało. Może wiele. Ale od tamtego momentu nie za bardzo lubię wodę. Wielkie przestrzenie wodne mnie przerażają. Morze polskie nie zachwyca, jeziora są fajne jak widzisz tylko szuwary i kaczki. rzeki jeszcze są ok, bo widzę drugi brzeg.



Jak zaczęłam walczyć z fobią ? Małymi krokami. Moczenie nóg na brzegu jeziorka. Fajne w upał :) Ale pod warunkiem że za mocno nie przyjrzę się głębokości. Potem właziłam na głębokość: do kolan, do uda, do pasa. Tez fajne. Do póki ktoś nie zrobi głupiego numeru i nie chce mnie popchnąć.


Postanowiłam wziąć się za to porządnie. Nigdy sama nad wodę się nie wybieram. Za każdym razem blada włażę do wody i się zanurzam. Powolutku. Stopy, kolana, pas... Okazało się, że to nie takie straszne. Ale nie odważę się zrobić tego sama. W wodzie ktoś musi być. Potem postanowiłam nauczyć się pływać. A co ! Więc unoszę się na wodzie i posuwam do przodu ruchem prostolinijnym... hihih metr lub dwa. no ale zawsze do przodu. Nie czuje się pewnie gdy nie czuję gruntu pod stopami. Na razie brodzę przy brzegu. Choć potrafię wejść na głębokość: do szyi. Wow !


Lód. No lód to wyzwanie. Bo nie wiem jak głęboko jest. Chodzę po "wodzie", a nie czuję się postacią z Biblii.



Jak wchodzę pierwszy raz na nieznany teren zmarzliny - umieram. Panikuję. I toczę wewnętrzne boje. Bo swoje łąki zalewowe znam. Tam woda do kostki. I jest mini, mini. Za pewne wygląda to śmiesznie, ale przelezę przez nie znane zmarzliny. Lód trzeszczy Ja blednę. Ale przelezę. Może nie powtórzę tego od razu... Nie będę rzucać się na każde rozlewisko i zmarzlinę, ale wiem, że dam radę przejść.

Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square