Kobieta w bushcrafcie


Od 2016 roku w projekcie Szkoła Rzemiosła Leśnego organizuję warsztaty i szkolenia skierowane tylko do kobiet. Są to różne formy: krótkie 2 dni lub długie 5/ 7 dni w lesie. Poziom zaawansowania ? Różny. Z ekwipunkiem, bez ekwipunku, w przygotowanym leśnym miejscu (Osada leśna lub Mini osada) lub totalnie w surowych warunkach.

Dlaczego tylko dla kobiet ? Nie można zaprzeczyć, że w bushcrafcie dominują mężczyźni. Jak obserwuje się w mediach, na blogach ale i na szkoleniach tematycznych, to widać, że mężczyzn jest więcej co powoduje, że te spotkania, tematy warsztatów są tworzone pod nich. Poza tym sama atmosfera takich spotkań jest "męska". I to nie jest złe. To nie wada. Super, że ludzie idą do lasu i tam odpoczywają, rozwijają się !

Mnie, jako kobiecie, brakowało przestrzeni typowo "babskiej". Ja inaczej patrzę na las i co innego od lasu biorę. Okazało się, że takich kobiet jak ja jest więcej. Zapytacie, jak wygląda takie "babskie bushcraftowanie" ?


Po pierwsze: szukamy kontaktu z lasem. Mnie to fascynuje i napawa pozytywną energią, jak widzę grupę kobiet, które wchodząc do Leśnej Osady od razu zdejmują buty, odstawiają plecaki i kładą się na słonecznej polanie. Bez pośpiechu, bez spiny. Po drugie: zostawiamy bagaż, bierzemy kosze/ torby i idziemy na leśne zakupy. Zbieramy rośliny na nasze przyszłe posiłki, herbaty, kawy, leśne kosmetyki. Planujemy posiłki z jednodniowym wyprzedzeniem. To też zależy ile dni trwa szkolenie. Po trzecie: każda z nas chce się w czymś zmierzyć na takim szkoleniu. Jedne chcą sprawdzić jak sobie dadzą radę fizycznie np. z rąbaniem drewna czy zbudowaniem szałasu, inna z tym, czy da radę spać tylko przy ognisku a inne mierzą się z fobią pająkowo - owadową. Każda chce się czegoś nauczyć. Nie ciągnie je do rozpalania ognia "patykami". Wolą tworzyć. Tworzą plecaki ramowe, kosze z trawy, buty z trawy, łyżki, kuksy, tkają krajki, lepią z gliny... Na każdym spacerze botanicznym oprócz zbierania roślin, zbierają kamienie, interesujące kształty gałęzi... Tworzą z naturalnych materiałów :) Po czwarte: rozpieszczają się w leśnej kuchni. Tworzą dania z dzikich roślin jadalnych godnych masterchefa ! Gotują 3 posiłki główne plus przystawki, desery... Na pewno nie są to szkolenia dietetyczne. Królują dzikie rośliny jadalne, ale nie brakuje czekolady i miodu :) Gotują różnymi metodami i technikami: pieką w glinianym piecu, wędzą w jamie, pieką w dole ziemnym...



Atmosfera jaka panuje w obozie jest iście domowa i ciepła. Po jednym dniu, pojawiają się elementy dekoracyjne: bukiet na stole, w leśnej kuchni pęki ziół... w szałasach zioła odstraszające owady, zostaje wytyczone miejsce do mycia siebie i do mycia naczyń. Dzień też zaczyna się powoli. Wiele z nich uprawia jogę, gimnastykę słowiańską czy biega. Warsztaty zaczynają się o 10.00 a kończą o 18.00, więc do tej 10.00 dziewczyny są już po medytacjach, biegach, ćwiczeniach i śniadaniu. Przy kawie planujemy kolejny dzień warsztatów. Często kawie towarzyszy podpłomyk z dziką konfiturą lub bułeczki z nadzieniem. Tak, tak, upieczone dzień wcześniej w piecu glinianym.

Kobiety to wulkan. Wulkan, który wybucha. Dziewczyny są wszędzie. Łakną wiedzy, pytają, próbują, doświadczają. Nie poddają się i dzięki temu każda z nich wraca do domu z nowymi umiejętnościami. Każda z nich przynajmniej raz rozpali ogień za pomocą krzesiwa. Czasami są ciekawe innych technik. Widać integrację. Zawiązują się przyjaźnie, które owocują tym, że w tym samym składzie wracają na szkolenia i podnoszą sobie poprzeczkę. Eliminują jakieś udogodnienie. I wierzcie mi ! To jest mega satysfakcja !

Jeśli chodzi o pracę w męskich grupach. Nie ma otwartości i ciepła. I to nie jest złe. Mężczyźni są nastawieni na konkretne działania. Bez gadania i opowieści :) Zadanie - efekt - podsumowanie. Towarzyszy im minimalizm. Bardzo często chcą - mimo, że tworzą grupę - gotować dla siebie, budować dla siebie, zbierać drewno dla siebie... Przyjeżdżają na szkolenia, by sprawdzić siebie. Nie do końca obchodzi ich grupa. Poza tym, ja jako kobieta przez pierwsze godziny, musze udowodnić że znam się na czymś więcej niż dzikie rośliny jadalne :) Rzadko, ale zdarza się, że któryś z panów lubuje się w podważaniu każdej mojej decyzji lub przedstawionych rozwiązań. Na szczęście po latach bycia w tym męskim świecie - umiem sobie poradzić z takim gagatkiem. Dla mnie, mega plusem, pracy z męskimi grupami, jest ich rzeczowość. Bez owijania, bez przeciągania, bez gadania podchodzą do zadań. Więcej ekstremum ćwiczą od razu. Nie którzy skaczą na głęboką wodę bez ceregieli. Nie chętnie tworzą. Jak już to plecak, bo się przyda. Chcą ćwiczyć swoją wytrzymałość w skrajnych warunkach. Chcą zobaczyć jak sobie poradzą fizycznie i psychicznie np. jedząc tylko to co znajdą w lesie (bez półproduktów), albo śpiąc tylko pod kocem zimą.


Czy któraś z grup jest lepsza ? Nie ! Każda ma swój styl, urok i specyfikę pracy.

A jakby połączyć obie grupy ? W grupach mieszanych te energie się wyrównują. Kobiety z cierpliwością pomagają mężczyznom stworzyć koszyk a mężczyźni z dumą i otwartością pokazują jak rąbać drewno lub pokazują sztuczki - jak łatwo wykorzystując dźwignię można połamać gałęzie. Mężczyźni wolą prace fizyczne gdzie widać od razu efekt, ale potrafią ustąpić i dać możliwość doświadczania kobietom.

W mieszanych grupach pojawia się pewne zjawisko: mężczyźni starają się pokazać kobietom od strony zaradności w czynnościach fizycznych a kobiety chcą stworzyć leśny dom. Wiem, że teraz pojechałam stereotypem, ale naprawdę to się pojawia. Ja staram się walczyć z tymi stereotypami i tak deleguję prace by to zjawisko było jak najmniej widoczne :)

A co jest najważniejsze ?

Najważniejsze, dla mnie, jest to, by każdy uczestnik szkolenia pojechał do domu bogatszy o wiedzę, doświadczenie i przyjaźnie :)

Do zobaczenia w lesie !


Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square